Combat Alert 2018, czyli coraz mniej frajdy

Aż łezka się kręci w oku, kiedy wspominamy pierwszą edycję Combat Alert, w której uczestniczyliśmy. Był to rok 2016 i chociaż ani sprzętowo, ani kondycyjnie nie byliśmy najlepiej przygotowani, a pogoda zdecydowanie nie dopisywała, to wróciliśmy do domów z bagażem pełnym niezapomnianych wrażeń i wspaniałych doświadczeń. Patrząc na tegoroczną edycję przychodzi do głowy tylko jedno – jak to mówią Czesi – to se nevrací.

Pokrojony tort

Zawsze staramy się trzymać zasady – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Jednak tym razem nasze działania i opór wroga spowodowały, że jako grupa musieliśmy się rozdzielić. Część ekipy, głównie ze względu na usterki sprzętowe, po kilku godzinach nocnej rozrywki powróciła do namiotu, by dokonać niezbędnych napraw i nieco odpocząć. W tym czasie pozostali przedstawiciele Zmory, współpracując z Task Force 41, stawiali czoło czerwonym. Nad ranem nastąpiła rotacja, która umożliwiła tym drugim odpoczynek, a tym pierwszym udział w reżyserowanym starciu. Nie ma więc tego złego, co by na dobre nie wyszło. Paradoksalnie, właśnie dzięki temu, że pokrojono nas jak tort, po powrocie do bazy mogliśmy się wymienić zupełnie innymi wrażeniami.

Jakość adekwatna do ceny

Tegoroczny Combat Alert nas nie rozczarował, bo wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać w polu. Domyślaliśmy się również, co może oznaczać bezpłatna edycja, która sprowadziła się do płatnego parkingu, obowiązkowego ubezpieczenia, kubka gorącej wody za złotówkę i braku pryszniców. Nie przewidzieliśmy jedynie tak niskiej frekwencji, czyli liczby ograniczonej do około 400 aktywnych uczestników. Podsumowując, w naszej ekipie zdania na temat tego wydarzenia są podzielone.

Dḗmos krátos

Chociaż wystrzelaliśmy setki kulek, przebyliśmy dziesiątki kilometrów (niektórzy głównie pieszo) i przeżyliśmy kilka fajnych akcji, to 10. edycja Combat Alert zdecydowanie nie będzie naszą ulubioną. Powodem jest gorszy niż rok i dwa lata temu poziom organizacji manewrów oraz spadająca na łeb na szyję frekwencja. Trzeba pamiętać, że w przypadku tego typu wydarzeń, to właśnie uczestnicy mają największy wpływ na klimat i przebieg rozgrywki. Mamy wrażenie, że gdyby organizator ograniczył swój wkład do niezbędnego minimum, a pozostałe kwestie przekazał weteranom airsoftu, to Combat Alert odzyskałby dawny blask, czego wszystkim życzymy.

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.